środa, 6 listopada 2013

Do domu...

Wczoraj, gdy jechałem do pracy, przechodziłem obok miejsca gdzie miał być Nasz Dom, dawno mi tak serce nie biło. Z jednej strony chciałem aby akurat tamtędy przechodziła, z drugiej strony bałem się tego i nie chciałem jej widzieć. Codziennie tamtędy przechodzę gdy jadę do pracy. Tęsknie za nią, ale coraz bardziej uświadamiam sobie jak była zła, jak bardzo mnie niszczyła, okłamywała. Tak bardzo żałuję że nie byłem stanowczy, tak bardzo bym chciał cofnąć czas aby nie dawać z siebie wszystkiego, aby nie pokazywać jaką mam słabość do niej. Zachowywałem się jak piesek. Czuje się beznadziejny, przez nią czuje się nikim, zwłaszcza gdy przypominam sobie to, gdy przyjechałem wcześniej z pracy po to aby się przytulić bo jej potrzebowałem, a tak na prawdę przeszkodziłem jej w obiadku z jakimś gościem. Jestem ciekawy co bym zobaczył gdybym przyszedł 2 godziny później do mieszkania. Jest głupi i słaby, gdy dzwoni telefon, mam nadzieję że to jest ona, gdy przychodzi sms, mam nadzieję że to słowa "Kocham Cię" lub "Przepraszam". Myślę że nie uwierzyłbym już w to ani w żadną inną rzecz którą by powiedziała ale jest mi coraz gorzej, Dzisiaj byłem w szpitalu, karetka mnie zabrała z miasta. Na szczęście to nic poważnego i jestem już w pokoju który wynajmuje. Gdybym miał możliwość i gdybym miał tupet, rzuciłbym już pracę i wrócił do Koszalina. Ale chcę być fair w stosunku do ludzi którzy mi zaufali i we mnie wierzą. Szkoda mi tylko będzie tej pracy i ludzi których w niej poznałem, pomyślałem że popracuje do końca umowy aby odejść z klasą, ale chyba tu tyle nie wytrzymam. 

Panie, daj mi siłę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz